Tłumaczenia w kontekście hasła "money makes money" z angielskiego na polski od Reverso Context: makes money, money makes Co rządzi światem? Oczywiście pieniądz. Jeśli ktoś uważa inaczej, to albo jest do końca życia zabezpieczony finansowo, albo ma nierówno pod sufitem. Pewne powiedzenie polskie brzmi, że „pieniądze to nie wszystko”. W doskonały sposób obalił je fil pod takim samym tytułem, gdzie przewodnim hasłem jest „pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to ch..”. … Bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa I sztuki na obcasach, fury, ciuchy i hazard Bo to, co nas podnieca, to czasem też jest seks Mi casa es su casa, będę bawił się jak szejk.. ZWROTKA 1 : Z banknotu szczerzy się Mahatma Gandhi Wychodzę z kantoru składając te pliki jak sandwich Te pliki to okoliczność, to powtarzam jak mantrę Bo to co nas podnieca To sie nazywa kasa A kiedy w kasie forsa To sukces pierwsza klasa Bo to co nas podnieca To czasem tez jest seks A seks plus pelna kasa Już Maryla Rodowicz śpiewała,że "(} to co nas podnieca, to się nazywa kasa. A kiedy w kasie forsa, to sukces pierwsza klasa ()". Kasy to obecne władze miasta potrzebują jak kania dżdżu. Może się okazać, ze wkrótce rozpoczna się procesy sadowe z inwestorami, którym obiecano a nie dano (inwestować w mieście). Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. Ostatnio mamy do czynienia z tak zwanymi kierowcami płacącymi za swoje starty. Czyli nie talent... a pieniądze decydują, kto wejdzie do Formuły 1. Od pewnego czasu talent kierowców F1 nie jest aż tak brany pod uwagę. Na pierwszy plan wsunęli się sponsorzy, którzy stoją za danym zawodnikiem. Od dwóch lat żaden mistrz serii GP2 nie dostał się do Formuły 1. Mowa tu o Davide Valsecchim oraz Fabio Leimerze. Ale za to mieliśmy lub mamy takie asy w stawce jak: Esteban Gutierrez, Witalij Pietrow, Bruno Senna, Marcus Ericsson... Lista płacących kierowców za swoje starty jest znacznie dłuższa. Ale czy to jest normalne że zawodnik, który mało osiągnął, wchodzi sobie tak o dzięki sponsorom do królowej sportów motorowych? Czy to jest jeszcze sport? Rozumiem problemy finansowe zespołów, ale nie mogę pojąc samych sponsorów! Przecież powinno być tak, że jeśli jesteś dobry, to stoją za Tobą duże zasoby finansowe, a jeśli jesteś słaby, no to nikt i nic za Tobą nie stoi. Ale niestety dzisiejszy świat nic nie ma wspólnego z logicznym myśleniem. Teoretycznie kierowcą F1 może zostać w zasadzie każdy. Powiedzmy że ja sobie po startuję rok w jakiejś serii wyścigowej, kij z tym że zajmę drugą od końca pozycje w klasyfikacji generalnej, ale co tam! Przecież stoi za mną Gazprom, Total, czy inna potężna spółka, która nie żałuje pieniędzy. No i w ten sposób zostaję kierowcą w stawce Formuły 1. Przez sezon, ewentualnie dwa pojeżdżę w jakimś zespole typu Caterham, Marussia lub Sauber, a później sponsorzy się wycofają, i taki kierowca znika. No i na jego miejsce przychodzi następny "Pay Driver", i zaczynamy od nowa. A z kolei jakiś kierowca, który ma ogromny talent, i wygrywa wszystko co jest do wygrania, to nagle się okazuje że nie ma dla niego miejsca, bo brakuje mu ilości pieniędzy od sponsorów. W dzisiejszych czasach to sie nazywa sprawiedliwość... Dla mnie to już nie jest nawet chore, to jest katastrofa i upadek. A władze królowej sportów motorowych udają że nie ma problemu. Za kilka lat nikt już nie będzie oglądał tego "sportu", ponieważ będą tam jeździli kierowcy z trzeciej, jak nie z czwartej ligi. Ten problem powinien zostać rozwiązany dosyć szybko, bo w innym przypadku F1 przemieni się w kto da więcej! Więc jeśli ktoś chce zostać zawodnikiem Formuły 1, to wystarczy uzbierać trochę pieniędzy, znaleźć jakąś stajnię, i gotowe! Jest to smutne ale prawdziwe, że sport, do którego kiedyś dostawali się najlepsi z najlepszych, tak upada. Może wreszcie ktoś się tam znajdzie z jajami, kto wszystko po przestawia spowrotem na właściwe miejsce. Pozostało nam mieć tylko nadzieję... Tekst piosenki: Ja byłam zatrudniona, w wesołej pewnej rewii, niestety był niewypał, aktorzy zawiedli. Nie mieli nadziei, że biznes ten się uda, więc biznes diabli wzięli, bo nikt nie wierzył w cuda. Bo trzeba mieć nadzieję, że biznes się opłaci, że będzie z niego zysk, a firma nic nie straci. Bo to co nas podnieca, to się nazywa kasa, a kiedy w kasie forsa, to sukces pierwsza klasa. Bo to co nas podnieca, to czasem też jest seks, a seks plus pełna kasa, to wtedy sukces jest. Lecz jeśli nie masz głowy, lub brak ci też talentu, to odpuść interesy, i nie rób w nich zamętu. Jest pewne sztywne prawo, to jasne, jak to słońce, że jeśli robisz biznes, to zrób też i pieniądze. Bo trzeba mieć nadzieję... Dodaj interpretację do tego tekstu » Historia edycji tekstu Na temat transferu Arkadiusza Milika do Bayeru Leverkusen zostało powiedziane chyba wszystko. Dziennikarze wypominali: "za wcześnie", "niepotrzebnie", "Ekstraklasa straci na oglądalności" (szczerze nie wiem jak można nadal patrzeć na ten nasz ligowy "produkt", ba na samą myśl o polskich rozgrywkach krajowych zbiera się na wymioty). Spekulowano również o kwocie transferu, warunkach samej umowy, a także o gigantycznej podwyżce jaką dostanie 18-letni Polak. Właśnie jego gaża (960 tys. euro rocznie) w tak młodym wieku interesuje najbardziej i dla porównania zestawmy ją z kilkoma przypadkami innych piłkarzy i ich pensjami przed 20 rokiem życia. Oczywiście poczekalnia "chętnych" do tego rankingu była zatłoczona jak PKS do Lichenia, ale wybraliśmy z niej jedynie kilka ciekawych i klarownie obrazujących sytuację Lewandowski (20 lat - sezon 2008/2009) Lech Poznań (65 tys. euro rocznie)Wojciech Szczęsny (20 lat - sezon 2010/2011) Arsenal Londyn FC (443 tys. euro rocznie)Phillipe Coutinho (20 lat - sezon 2012/2013) Inter Mediolan (600 tys. euro rocznie)Raheem Sterling (18 lat - sezon 2012/2013) Liverpool FC (443 tys. euro rocznie)Wayne Rooney (18 lat - sezon 2003/2004) Everton FC (117 tys. euro rocznie)Stephan El Shaarawy (19 lat - sezon 2012/2013) AC Milan (800 tys. euro rocznie)Alex Oxlade-Chamberlain (18 lat - sezon 2011/2012) Arsenal Londyn (366 tys. euro rocznie) Widać jak na dłoni, że zarobki Milika wyróżniają się na tle innych. Wychowanek Rozwoju Katowie na tym kontrakcie zbije takie kokosy, że mógłby śmiało pomóc podupadłym i lekko zapyziałym śląskim kopalniom wyjść na prostą. I teraz pojawia się pytanie, czy taki wielki szmal nie zawróci Arkowi w głowie i nie skupi się on jedynie na imprezowaniu i roztrwanianiu wielkich pieniędzy. W Niemczech uciech nie brakuje, a szczególnie dwie "rozsławiają" naszych zachodnich sąsiadów na cały świat: wyśmienity browar i wolna prostytucja. Swoją drogą, daleko Milikowi do największego gwiazdora pośród "dzieciaków", jakim jest Brazylijczyk Neymar. Jego obecny kontrakt opiewa na kwotę 6,4 miliona euro rocznie, a prezydent FC Santos, żeby zdobyć te pieniądze ogłosił zamknięcie żeńskiej sekcji piłki nożnej oraz jednej z najlepszych na świecie drużyn futsalowych. Cytując klasyka: "Kasa Misiu, kasa..." AD Kiedyś napisaliśmy, że Adrian Mierzejewski wybrał żywot króla wiejskiej potańcówki i… jeśli trzymamy się tej metafory, trzeba dorzucić, że właśnie zszedł z parkietu, dopił ostatniego drinka i postanowił zmienić lokal. Teraz będzie się bawił w knajpie o nazwie Al-Sharjah w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Co tu dużo mówić – trudno chłopa nie zrozumieć. Zarobki większe, liga lepsza, kraj do życia przyjemniejszy, do tego nie przychodzi jako no name… Same plusy. Zanim […] Strona głównaWanekoBo to co nas podnieca, to się nazywa kasa - recenzja mangi Kakegurui - Szał hazardu (tomy 7-9) Kiedy zorientowałam się, że ostatni raz czytałam Kakegurui w sierpniu zeszłego roku, to aż nie mogłam wyjść ze zdumienia. Dziwne są to czasy, kiedy miesiące spędzane niemal w całości w domu przelatują przez palce jak dzikie, a mangowy rynek obfituje w tyle premier, że nie trzeba już wcale sięgać po skany, żeby non-stop mieć jakieś ciekawą lekturę do obadania. Tym razem przyszedł czas na nastoletnich hazardzistów (czy może bardziej hazardzistki i kilka mniej rozgarniętych rodzynków), którzy zaczynają się angażować w sprawę znacznie przewyższającą dotychczasowo rzucane na szalę stawki. Fabuła przestaje być bowiem zbiorem randomowych gier o grube hajsy, a zaczyna być walką o najgorętsze stanowisko w okolicy. W sensie że stołek premiera? A może tytuł prezesa banku? A gdzie tam - było nie było, Kakegurui jest serią szkolną, więc oczywiście, że musi chodzić o pozycję przewodniczącej Kakegurui - Szał hazardu Tytuł oryginalny: Kakegurui Autor: Homura Kawamoto (scenariusz), Toru Naomura (rysunki) Ilość tomów: 14+ Gatunek: shounen, tajemnica, psychologiczny, szkolne życie, dramat Wydawnictwo: Waneko Format: 175 x 125 mm (standardowy)Po tym, jak Sayaka przegrała z Yumeko w przygotowanej przez Kirari grze, przewodnicząca decyduje się podjąć zdecydowane kroki jeśli chodzi o swój mało kompetentny samorząd i... postanawia go rozwiązać! Jednocześnie rusza cała skomplikowana machina, która umożliwia start w nowych wyborach wszystkim zgromadzonym w Akademii Hyakkaou uczniom. Reguła jest jedna - o głosy w formie żetonów można walczyć wyłącznie poprzez hazardowe gry. Żeby jednak nie było nudno, Kirari zaprasza do zabawy jeszcze kilku gości z zewnątrz - gromadkę nastolatków z nazwiskami kończącymi się na "bami", którzy należą do zarządzanych przez Momobamich Stu Żarłocznych Rodów. Bycie przewodniczącą w Akademii byłoby i tak wystarczająco łakomym kąskiem, ponieważ dzięki temu można zyskać władzę nad wszystkimi uczącymi się tu dziećmi wpływowych ludzi, ale Kirari dorzuca do puli także możliwość stanięcia na czele całej rodziny, co jeszcze bardziej motywuje przeniesionych licealistów do bezwzględnej gry. A jak w tym wszystkim odnajdzie się Yumeko? I jaka tajemnica kryje się za jej nazwiskiem?Z całym szacunkiem dla artystycznej wizji autora okładek, ale to grafiki z pocztówek dołączanych do zamówień w sklepie Waneko robią absolutną robotęW Kakegurui cudowne jest to, że seria wydaje się jakby idealnie skrojona pod wydawanie tomikowe, a nie magazynowe. Autorzy tak rozplanowują akcję, że każdy tom stanowi zupełnie zamkniętą całość i przedstawia od początku do końca jedną dużą grę. W szerszej perspektywie pewnie nie robi to większej różnicy, ale przy kupowaniu serii na bieżąco jest to ogromnie cenny atut - jasne, czytelnika nie pili potrzeba natychmiastowego zdobycia nowego tomu, albowiem srogie cliffhangery co pięć stron i hurr durr, ja chcę wiedzieć wszystko już-teraz-natychmiast, ale jednocześnie daje to masę swobody przy czytaniu, bo nie trzeba sięgać po poprzednie części, żeby przypomnieć sobie, kto wyłożył w danej chwili jakie karty, a kto ma jeszcze w zanadrzu jaką sztuczkę. Chyba nie znam drugiej takiej serii, która dawałaby tyle komfortu i satysfakcji jeśli chodzi o dawkowanie sobie emocji (no dobra, może poza obyczajówkami, ale to jednak trochę inna forma opowiadania historii).O proszę, a w Polsce mamy tylu utalentowanych w tej dyscyplinie obywateli!Jakieś parę tygodni temu przypadkiem natknęłam się w Internecie na opinię, że czytanie Kakegurui jest strasznie nudne, bo główna bohaterka ciągle wygrywa. Po lekturze dziewięciu tomów nie pozostaje mi jednak nic innego jak przetrzeć ze zdumieniem oczy i popukać się sugestywnie w czoło. Mając do czynienia z wyborczymi rozgrywkami i najazdem naprawdę srogich przeciwników ze Stu Żarłocznych Rodów gry są jeszcze bardziej zaciekłe niż wcześniej, a skuteczność Yumeko to w najlepszym razie jakieś plus minus 33%. Jasne, nie przegrywa w spektakularny sposób, co wiązałoby się przecież z odpadnięciem z wyścigu o najważniejszy stołek w Akademii, ale nie jest też tak, że kosi wszystkich jak leci. Zresztą, jak to wytyka w pewnym momencie Sumeragi - Yumeko to cholerna hazardzistka. Nie chodzi jej o to, żeby wykiwać przeciwników podstępem, ale żeby choć odrobinę zawierzyć ślepemu losowi i poczuć euforię, gdy wynik okaże się pomyślny. A jeśli wierzyć teoriom matematycznym, Fortuna daje takie same szanse, by wylosować dziesięć razy z rzędu same szóstki, jak i dowolną inną kombinację panowie są w Kakegurui tak bezużyteczni, że nawet na okazjonalne przyduszanko nie zasługująZgodzę się natomiast, że ciągłe obserwowanie podniecającej się Yumeko może być na dłuższą metę trochę powtarzalne... dlatego tym bardziej cieszy, że tuż obok wyrasta nam drugi wytrawny gracz w postaci Mary Saotome. Pod wieloma względami jest to zupełne przeciwieństwo Yumeko, zarówno pod względem gry (nie zawierza ślepemu losowi, tylko stara sobie wywalczyć drogę do pewnego zwycięstwa, nawet jeśli bywa to odrobinę dyskusyjne), jak i kierujących jej działaniami pobudek (wykorzystuje hazard jako sposób, aby dostać się na szczyt hierarchii, a nie jako przyjemność samą w sobie). Kto by pomyślał, że ta sama dziewczyna na samym początku była totalnie suchą biczą próbującą wepchnąć pod swój but każdego, kto się tylko koło niego nawinął? Ale jak widać - każdy jest w stanie wyciągnąć lekcję po tym, jak zakosztuje spektakularnej porażki... a skoro przy tym jesteśmy, to podobnie ciekawie rozwija się Suzui, który dalej robi przede wszystkim za męską przyzwoitkę, jednak zaczyna darzyć Yumeko i Mary tak głębokim zaufaniem, że od czasu do czasu jest nawet w stanie sam rzucić się w wir a co będziemy robić dziś w nocy? Dokładnie to samo co robimy każdej... będziemy opanowywać szkolny samorząd!Choć główna oś fabuły zdaje się istnieć w Kakegurui tylko z czystej przyzwoitości, to seria ta i tak potrafi dostarczyć masy rozrywki - zwłaszcza, że ukazani do tej pory członkowie Stu Żarłocznych Rodów naprawdę nie przebierają w środkach i zamiast po czeki na okrągłe sumki, sięgają po tortury, trucizny i inne niewybredne sposoby na wyeliminowanie przeciwników. I bardzo dobrze, bo te wszystkie miliony i miliardy jenów zaczęły być już odrobinę za bardzo abstrakcyjne jak na moje skromne, polskie możliwości. Znów rozpaczliwa walka o antidotum to coś, z czym łatwiej mi się utożsamić. No i nie można zapominać o nieziemskiej szacie graficznej, która z jednej strony obfituje w gorące ślicznotki i urocze loli, a już po chwili - budzi grozę quasi-realistycznymi grymasami na śmiertelnie poważnych obliczach. Według mnie Kakegurui to manga kompletna i przemyślana pod każdym możliwym względem, która gdyby tylko chciała, mogłaby się zakończyć w dowolnym momencie, choć... no, nie będę ukrywać, że o tak pokręconych grach mogłabym czytać w ilościach ze mną kundel bury penetruje wszystkie dziury... budżetowe...Za udostępnienie mangi serdecznie dziękuję wydawnictwu Waneko.

bo to co nas podnieca to sie nazywa kasa